Choć wizualnie Beskid Gilowice robił wszystko, by wyglądać lepiej od nas, to na koniec dnia tablica wyników pokazała 2:0 na korzyść naszej ekipy
Początek sparingu w Żywcu mógł zmylić postronnego obserwatora. Zawodnicy Seweryna Kośca długo kręcili się przy piłce, wymieniali podania i sprawiali wrażenie, że mają plan. Problem w tym, że plan ten kończył się zazwyczaj w okolicach 20–25 metra od bramki. Gdy już weszliśmy na nie zły tryb (ok20′ meczu) udało się przejść do rzeczy. W 23. minucie Daniel Grabski ustawił piłkę, przymierzył i bez zbędnych ceregieli wpakował ją do siatki z rzutu wolnego. Tuż przed przerwą rzut rożny zamienił się w kolejną lekcję skuteczności, gdy Michał Iwanek głową podwyższył prowadzenie po dograniu ww Grabskiego
I nie była to przewaga przypadkowa. Z czasem mieliśmy ochotę na więcej, o czym świadczyły próby Jakuba Jurowskiego (strzał w poprzeczkę), lob Łukasza Łodziany (piłka poleciała sprawdzić pogodę) oraz groźne uderzenia Patryka Semika i Filipa Kupczaka. Krótko mówiąc – działo się.
Po zmianie stron Beskid ruszył do odrabiania strat z godną podziwu determinacją, ale piłkarskie szczęście tego dnia miało wyraźnie leśny adres zameldowania. Radosław Pietrasik mógł liczyć na wsparcie słupka i poprzeczki, które zgodnie stwierdziły: „dziś nie”.
Efekt końcowy? Leśna swoje zrobiła, Gilowice swoje pograły, a sparing zakończył się dokładnie tak – wrażenie po jednej, konkrety po drugiej stronie. W naszej drużynie wciąż brakuje dokładności, i czucia się na boisku. Patrząc jednak, że narazie mamy za sobą 3 treningi, z optymizmem patrzymy w przyszłość i czekamy na kolejny sparing. Tym razem naszym przeciwnikiem będzie ekipa z Jasienicy
