Nie zasłużyliśmy na nic wiecej. Zbieramy srogie bęcki od Strumienia… 0:4 🟠⚪
Niestety, dzisiejsze popołudnie na naszym boisku to była kompletna klapa. Przyjechała do nas ekipa ze Strumienia i po prostu zagrała swoje, a my… byliśmy dziś tylko tłem. Przegrywamy u siebie aż 0:4 i powiedzmy sobie wprost, bez mydlenia oczu – to był po prostu fatalny mecz w naszym wykonaniu.
Co tu się wydarzyło?
Od pierwszego gwizdka wyglądaliśmy na nie źle. Utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce, pilnowaliśmy defensywy i stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji. Najgroźniejszą z nich zmarnował Kajetan Lach, który urwał się obrońcom po świetnym podaniu Marcina Bartka, lecz sam strzał posłał w boczną siatkę… Chwilę później było już 0:1 gdy bodaj w pierwszej ofensywnej akcji Strumień strzelił od słupka w sytuacji sam na sam. Do końca pierwszej połowy, obie drużyny miały swoje sytuacje i nic nie zwiastowało pogromu.
W drugiej połowie liczyliśmy na to, że chłopcy wyjdą na murawę z przysłowiową „kurwą w oku” i ruszą do odrabiania strat. Nic z tego. Zamiast szturmu, oglądaliśmy festiwal niedokładności, głupich strat i braku jakiegokolwiek pomysłu na rozmontowanie obrony gości. Strumień z zimną krwią punktował naszą bezradność, dorzucając kolejne bramki. Bądźmy szczerzy: zagraliśmy dzisiaj po prostu piach i ten wynik boli podwójnie, bo u siebie tak grać nie przystoi.
Podsumowanie
Dostaliśmy bolesną, ale zasłużoną lekcję. Wynik 0:4 u siebie to wstyd i twarde lądowanie na ziemi, po którym w szatni musi wreszcie paść kilka mocnych, męskich słów. Czas skończyć z głaskaniem się po głowach – trzeba wziąć to na klatę, przeprosić kibiców i ostro zapieprzać na treningach, żeby zmazać tę plamę.
Ogromny szacunek dla Was, Kibice, którzy mimo tej męczarni na boisku staliście na trybunach i wspieraliście nas do końca. Dzisiaj na to wsparcie z gry nie zasłużyliśmy, ale obiecujemy, że wyciągniemy z tego wnioski.
Głowy do góry, czas na męską rozmowę i powrót do pracy! Tylko LKS! 🟠⚪
